|
|
|
Żyjmy bezpiecznie w zdrowym środowisku 11/09
Dzikie wysypiska
Przygotowała MONIKA WESOŁOWSKA
Przeciętny Polak produkuje 250 — 300 kg śmieci. Dostęp do ich wywozu ma każdy, ale... trzeba za niego zapłacić. Co oszczędniejsi mają na to swoje sposoby. Po prostu wyrzucają odpady w lesie, na polanach czy opustoszałych posesjach. Góry śmieci szpecą krajobraz i zanieczyszczają środowisko. Choć każdy zapytany przez nas przechodzień odpowiedział, że dzikie wysypiska uważa za przejaw totalnej bezmyślności i ignorancji, ktoś te wysypiska tworzy.
Brak wyobraźni niektórych osób naprawdę potrafi zaskoczyć. Zdarza się, że dzikie wysypisko ktoś sobie zrobi na czyjejś działce. Jeden z naszych czytelników opowiedział nam o swoim przypadku. — Mam ogrodzoną działkę, na której buduję dom. Ostatnio wyjechałem na parę dni z miasta, a kiedy wróciłem zaskoczyło mnie to, co zastałem na swojej działce. Na moim placu za ogrodzeniem leżała sterta worków ze śmieciami. Jak to sprzątałem, widziałem w tych workach np. zużyte pieluchy. Najgorsze jest, że prawdopodobnie to ludzie z mojej okolicy wrzucali tam śmieci. Po prostu widzieli, że dom jest dopiero w budowie, więc wieczorami nikogo tam nie ma. Nie mieści mi się w głowie, jak można tak postąpić — bulwersuje się pan Damian. — Tymi śmieciami zapełniłem cały kosz i musiałem za jego wywóz zapłacić. Ktoś zaoszczędził, a ja zyskałem zniesmaczenie, tracąc czas i pieniądze.
Pan Damian sprzątnął czyjeś śmieci, a co z nielegalnymi dzikimi wysypiskami, które są często urządzane na terenach opuszczonych przez ich właścicieli? — Największy problem mamy z terenami, których z różnych powodów nie odwiedzają właściciele. Czasami zdarza się, że właściciel nie mieszka na swojej posesji, a nikt ze znajomych czy rodziny nie odwiedza tego miejsca. Gmina sama nie sprząta za kogoś terenu, dlatego w takich sytuacjach szuka kontaktu z osobami związanymi z właścicielem. Inaczej jest, gdy właściciel nie żyje. Wówczas decyzje o posprzątaniu posesji i przez kogo, podejmuje sąd. Są to jednak dość rzadkie przypadki, sprawy sądowe mogą się ciągnąć latami — mówi Ireneusz Leśnikowski rzecznik prasowy Urzędu Miasta. — To chyba największy problem w naszej okolicy. Z dzikimi wysypiskami na terenie należącym do miasta nie ma problemu, zwyczajnie się je usuwa.
Na walkę z dzikimi wysypiskami przeznaczono w tym roku 60 tys. zł. Są już pierwsze efekty. W tym roku zlikwidowano 20 dzikich wysypisk, m.in. w okolicy: Okulickiego/Bialskiej, Bialskiej/Mościckiego, Bialskiej —parking, al. Wolności 9, pi. Daszyńskiego, Pułaskiego 43, Pas—scala, Janikowskiego, Spadzistej, Kordeckiego, Twardej 6, Zaci—szańskiej, Wręczyckiej, Warszawskiej 452, Warszawskiej 320, Rynku Narutowicza 42, Mirowskiej 25, Wilgowej. Plany na ten rok przewidują likwidację jeszcze przynajmniej siedmiu nielegalnych składowisk odpadów. Na usunięcie czekają dalej śmieci np. z ul. Limanowskiego. — Aby zapobiec ponownemu tworzeniu się dzikich wysypisk w jednym miejscu, dokonuje się kontroli nieruchomości polegających na sprawdzeniu, czy właściciele posiadają umowy i dowody płacenia za usługi w zakresie odbierania odpadów komunalnych lub opróżniania zbiorników bezodpływowych i transportu nieczystości ciekłych — mówi Ireneusz Leśnikowski. — Strażnicy miejscy mają prawo zażądać od właściciela posesji umowy o wywóz odpadów. Często robimy takie kontrole w domach jednorodzinnych, także wtedy, kiedy mamy sygnały od mieszkańców, że np. ktoś z ich ulicy najprawdopodobniej nie korzysta z usług odbierania odpadów komunalnych — mówi Artur Kucharski, rzecznik prasowy częstochowskiej straży miejskiej. — Nasze działania w zakresie walki z dzikimi wysypiskami są bardzo szerokie. W tym wszystkim jednak najtrudniejsze jest ujęcie osoby na tzw. gorącym uczynku, ponieważ strażnicy działają w mundurach — wyjaśnia.
Urząd Miasta wie, że taniej jest edukować społeczność w zakresie ochrony środowiska, niż płacić za likwidację dzikich wysypisk. — Wszelkie akcje sprzątania organizowane przez mieszkańców mają wsparcie urzędu. Duży nacisk kładzie się także na edukację ekologiczną mieszkańców Częstochowy. W jej ramach przekazywane są środki finansowe dla organizacji pozarządowych organizujących m.in. konkursy, happeningi i inne działania w tym zakresie — mówi Leśnikowski.
Zagrożenia, jakie niosą ze sobą dzikie wysypiska, to: zanieczyszczenia gleby i wód gruntowych, biogazy ulatniające się do atmosfery zwiększające efekt cieplarniany, pożary lasów wywołane samozapłonem śmieci, bakterie namnażające się na zgniłych śmieciach, prowadzące do wybuchu epidemii. Również zwierzęta żyjące na zielonych terenach, na których tworzy się dzikie wysypiska, mogą padać w wyniku zatrucia.
Uporządkowane wysypiska śmieci są tak zaplanowane, aby w jak najmniejszym stopniu ingerować w środowisko. Specjalnie opracowane składowanie odpadów nie tylko zapobiega przedostawaniu się szkodliwych substancji do gleby i wód podziemnych, ale także może być wykorzystywane do wytwarzania energii. Przykładem może być choćby miejskie składowisko w Sobuczynie, które dzięki zastosowaniu specjalnej powłoki kryjącej odpady, z gazu wydzielanego podczas gnicia wytwarza energię.
Ochrona środowiska to niejedyny powód, dla którego powinniśmy walczyć z dzikimi wysypiskami. Polska od 5 lat jest w Unii Europejskiej i za wszelką cenę stara się dorównać innym unijnym państwom we wszystkich dziedzinach życia. Hałdy śmieci leżące na zielonych terenach raczej temu działaniu nie służą. Chodzi po prostu o zwykłą estetykę i kulturę życia. Jak nazwać wywożenie do lasów worków ze śmieciami albo porzucanie tam nawet kanap, foteli czy opon samochodowych itd.? Zwłaszcza gdy w piękne niedzielne popołudnie ten sam człowiek, który je tam porzucił, idzie do lasu z rodziną na spacer.
|